Złodziej i szewc
Złodziej i szewc
Posedł złodziej na jarmark i przysedł do szewca, co stał na rynku z butami i mówi:
- A nie boicie się, żeby wam kto buty ukradł?
— No! Jakżeby mi ukradł, jak ja się na nich patrzę? !
— A jakby wam też ukradł, choć na nich patrzycie?
- Niech spróbuje, to ja bym go tu zaraz naucył! Wtedy ten złodziej kręci się, kręci koło butów,
nareście cap! jedną parę i w nogi. Szewc za nim skocył i krzycy:
- Łapąjcie, łapajcie złodzieja!
Ludzie zacynają go łapać, a złodziej krzycy:
— Nie łap, bo to zakład! Nie łap, bo to zakład! I uciekł.
Złodziej i kupcy
W jednym mieście ześli się kupcy do kamienicy i rachowali pieniądze w izbie. Nareście wsedł do nich dziad i patrzy się, patrzy na pieniądze, a potem mówi:
— Co by też było, jakby kto panom teraz te pieniądze zebrał ze stołu i posedł z nimi?
— AJakżeby mógł pójść, kiedy my tu stoimy?
— No, a jakby tak, jak ja teraz (wtedy zgarnął pieniądze ze stołu i trzymał w ręce) kto wzion panom pieniądze, posedł do drzwi, a oni się patrzyli na niego; otworzył drzwi, mówił jeszcze do nich; wysedł na koryta°rz, drzwi zaparł i posedł.
Oni stoją, a dziad nie wraca. Wychodzą za drzwi, jego nie ma! Krzycą, sukają, ale gdzie ta! Poseł!
