O Jaśku, co ze złodzieja został dziedzicem cz.13
Powiedzcie mu, żem jest dowódcą złodziei. Ojciec nie chciał iść i pedział, że dziedzicowi nie
będzie śmiał gadać, że jego syn jest złodziejem i chce się z jego córką żenić, boby go dziedzic zastrzelił, jakby to pedział. Ale jak syn zaczął nalegać, tak ojciec wziął te wszystkie podarunki i poszedł z nimi do dworu, i wszystko opedział, co mu syn kazał. Dziedzic się pytał, czym ten syn jego jest. Ojciec nie chciał pedzieć, ino pedział, że nie może pedzieć, boby go dziedzic zabił. Ale jak dziedzic pedział, że go nie zabije i nic mu nie będzie mówił, tak ojciec wszystko opedział. Dziedzic to wszystko wysłuchał i pedział, że mu da córkę za żonę, jak mu w tej a w tej nocy ukradnie dwanaście koni, co na każdym koniu będzie fornal siedział. Ojciec wysłuchał wszystko, co mu dziedzic pedział, i przyszedł do chałupy bardzo smutny.
A syn się go pyta: — Czy dobrze wszystko sprawił i czy dziedzic da mu córkę za żonę? — Ojciec pedział:
- Cóż, choć ci da córkę - ale ci wtedy da, jak mu
dwanaście koni ukradniesz, co na każdym będzie
fornal siedział. A ty to potrafisz ukraść tyle koni i w
tej nocy, w której wszystko będzie przyryktowane,
że ty przyjdziesz? /
- E! Nie trapcie się, tatusiu, to się ukradnie i już! Na trzecią noc pan wszystko przyryktował, jak
pedział, i fornalów upominał, żeby dobrze pilnowali, bo gada, że nie sposób, żeby takiemu złodziejowi dać córkę. Na kuraś (dla kurażu) wszystkim fornalom, żeby dobrze pilnowali, dał po kieliszku wódki, a dużo im nie dał, żeby się nie spili. Obiecał każdemu fornalowi dać po pięćdziesiąt reńskich, jak złodziej koni nie ukradnie i dać im jeść i pić na drugi dzień, co ino będą chcieli. Jeden fornal Kuba, co był naj-zuchowatszy, pedział:
- Niechby się ino odważył ten złodziej tu przyjść, toby on wiedział, co mu się patrzy.
I tak wszyscy siedzieli na koniach i cugle w rękach trzymali.
Dziedzic ino ciągle przychodził do nich, upominał ich, żeby dobrze pilnowali i kazał się zawołać, jakby ten złodziej przyszedł, to go zastrzeli.
