O Jaśku, co ze złodzieja został dziedzicem cz.12
Wyszło cosik z rok, a tu przyjeżdża jakiś? k wielki pan na koniu w samo złoto ubrany, a z nim przyjechało tyle wielkich panów i wszyscy stanęli przed chałupą tego biednego gospodarza. Ten największy pan zlazł z konia i poszedł, i wlazł do izby, i prosił tego starego gospodarza, żeby mu pozwolił choć w stodole ze swoimi panami się przez noc przespać, bo tu przyjechał na polowanie. Gospodarz się wymawiał, że im tu będzie niewygodnie spać w stodole -takim wielkim panom, żeby się lepiej jechali do dwora na nocleg. Ale jak się ten gospodarz tak wymawiał, rzucił się ten największy pan temu gospodarzowi do nóg i tak płakał, i gadał:
—- Nie bójcie się, tatusiu, żeby mi tu było niewygodnie, boście mie przecie tak od malutkiego wychowali, tom się przyzwyczaił.
I wszystko ojcu opowiedział, co się mu w drodze zdarzyło i jak mu się powodzi, ale czym jest, tego nie pedział. Ojciec się ucieszył bardzo, że wszyscy synowie takimi wielkimi panami ostali, ale nie wiedział jeszcze, czym najmłodszy jego syn jest i dlatego się zapytał:
— A czymżeś ty jest, boś mi jeszcze nie pedział?
— Dowódcą złodziei jestem, tatusiu!
Ojciec, jak to usłyszał, przeląkł się bardzo, że jego syn takim niedobrym człekiem jest na świecie, ale se już nic nie mówił, ino czekał, co dalej będzie. Syn sprawił wielką ucztę i zaprosił wszystkich gospo: darzy ze wsi, a wszyscy go chwalili, bo mieli co jeść i pić coś nieco po uszy. Za parę dni pedział ten syn do ojca, że się chce ożenić z córką dziedzica, i dał ojcu dużo podarunków dla tego dziedzica i dla jego córki, i kazał mu iść do dziedzica, żeby to zorę-dował, że się z jego córką chce żenić. Ojciec się pytał syna:
— A jakże powiem, jak się dziedzic będzie pytał, czymżeś jest?
