O Jaśku, co ze złodzieja został dziedzicem cz.8
Jasiek ino wyglądał i namyślał się, co ma zrobić, żeby wszystkie woły ukraść; ale jak widział, że chłop jeszcze ostatnie woły żenię na jarmark, pocieszył się bardzo i poleciał naprzód, zabiegł chłopu drogę i skrył się w lesie. A gdy chłop nadegnał, tak on zaczął ryczeć strasznie. A jak to woły te, które chłop gnał, usłyszały, zaczęły się odzywać. Chłop myślał, że zapewnie te woły mu się pourywały i błądzą po lesie, a te woły, co żenię, poznały tamte po głosie i dlatego się odzywają. I uwiązał oba woły u chojaka, a sam poszedł szukać tamtych wołów w lesie. Jasiek się bardzo ucieszył, odleciał jeszcze dalej w las, zaryczał, a chłop poleciał za głosem. A tymczasem Jasiek poleciał i odwiązał oba woły, i pognał do chałupy. Chłop się naszukał dosyć tamtych wołów po lesie, ale już ich nikej nie nalazł i przyszedł do tego chojnika, a u którego te dwa woły były uwiązane, ale już żadnego nie nalazł. Teraz dopiero chłop w lament, bo wszystkie woły mu się kęsik podziały, ani sam nie wiedział kej. Do chałupy się bał przyjść — żeby go baba nie zbiła, i szedł tą drogą, i lamentował.
