O Jaśku, co ze złodzieja został dziedzicem cz.7
Chłop jak nadegnał woła i ujrzał wisielucha na chojaku, stanął se, przypatrzył sie i pomyślał se, choćby się wrócić i komu pedzieć, żeby go odciął. Ale się zmiarkował, że i teraz by go może oszukało, jak i pierwy, zabrał się i pognał dalej. Jasiek zlazł z chojaka i zabiegł zaś drogę gospodarzowi i powiesił się. Gospodarz znów przygania i widzi drugiego wisielucha.
— Czy mie też ta już kara Boża dzisiaj? — pedział gospodarz, ale i teraz pognał dalej. Jasiek znów zlazł z chojaka i trzeci raz się przed tym chłopem obiesił.
Ten gospodarz, jak ujrzał trzeciego wisielucha, pomyślał se: - Choćby iść do żandarmów, jak za-żenę woła do miasta, a oni se ta niech robią, co chcą.
Jak se pomyślał, tak też miał zrobić, ale chciał się pierwy przekonać, czy też wszyscy wisieluchy wiszą, czy go też co tak cyganiło. Uwiązał woła u chojaka i poszedł patrzeć, a Jasiek tymczasem wziął woła i pognał do chałupy.
Chłop nikej tamtych wisieluchów nie nalazł, wrócił się i patpzy. .. a tu woła drugiego nie ma. Dalej teraz lament, ale cóż miał robić? Do chałupy się bał wracać, żeby go baba nie zbiła, we świat iść nie miał z czym. Ale tej swojej baby się bardzo bał; wołów mu nie żal tak było. Nareszcie umyślił se wziąć jeszcze jednego woła i sprzedać, a potem iść we świat. Przyszedł do chałupy, wziął jednego woła, ale się bał, żeby drugi wół nie ryczał bez tamtego i baba nie wyjrzała, i nie ujrzała go, tak wziął oba woły i pognał na jarmark.
