O chłopcu, który kraść się uczył
Była jedna matka, miała syna, a ten syn ciągle leżał na piecu. Raz rzekła matka do syna, żeby przyniósł z łasa drzewa. Ten syn poszedł do lasu, a tam był pień, a ten syn położył sobie kawał chleba na tym pniu i co przyszedł, to ugryzł kawał chleba i uciekł. Wtem jedzie jakiś pan i pyta się go, co on robi, a on mówi, że uczy się kraść.
— Ty, Janek, ukradniesz mi ty konia mojego ze stajni?
A on mówi:
— Dobrze, proszę pana, ukradnę.
Pan wziął parobków do stajni i powiedział, że ma tu złodziej przyjść. A ten Janek przebrał się za dziadka i wziął sobie wódki, i poszedł do stajni.
— No, chłopaki, ja się tu prześpię.
— Dobrze, dziadku.
A ten dziadek wziął tę wódkę, pije, a te chłopy to zobaczyły.
— Oj, dziadku, wy jakosi dobrze popijacie. Dejcie no i nam!
A ten złodziej poupijał parobków. Jednego posadził na mietle, drugiego na drabinie, a sam wziął konia i pojechał. Na drugi dzień pan mówi do Janka:
— Masz konia? A on mówi:
— Mam, proszę pana.
A pan dał mu za to 100 reńskich i konia. I pan mówił:
— Dobryś złodziej. Dostaniesz jeszcze 100 reńskich, jak mi ukradniesz puszkę z pieniądzami.
— Dobrze, proszę pana.
Pan wziął dubeltówkę, a ten złodziej wydarł Żyda z grobu i poszedł do okna, i tak wyciąga rękę po tę puszkę. Pan strzelił, a ten złodziej rzucił tego Żyda na ziemię. Pan myślał, że złodzieja zabił, a tymczasem złodziej się skrył. Pan poszedł ze sługami tego złodzieja dać gdzie dalej, a ten złodziej wlazł kominem po tę puszkę.
Na drugi dzień pan się pyta złodzieja, czy ma puszkę, a ten złodziej pokazał ją panu. Dostał puszkę i 100 reńskich.
