O Jaśku, co ze złodzieja został dziedzicem cz.3
— A to ty może u mnie ostaniesz na służbę? — zapytał się go ten pan.
— Dlaczego bym nie miał ostać? — I poszedł z tym panem do jego dworu. Tamok ten pan przyprowadził go do takiej wielkiej sali i tamok było dużo wielkich panów i stara babka i tak do tego chłopczyka pedział:
— Ty tu będziesz z tą starą babką zawsze w chałupie i będziesz jej pomagał, jak ona nam będzie gotowała.
Potem się ten chłopczyk dowiedział, że ten pan, co go na służbę przywiódł, to był dowódca złodziei, a ci drudzy panowie to byli złodzieje, a ta babka to była matka tego dowódcy złodziei.
Ten chłopczyk, co mu było Jaś, jeździł z tą babką zawsze i we wszystkim jej pomagał. Potem jak podrósł, to go ten wielki pan brał ze sobą, jak kej jechał; a potem już jeździł z tym panem i wszystkimi panami, co to wszyscy byli złodzieje, jak kej na kradzież jechali. Ale Jaś był sprytny i dosyć dużo się złodziejom przydał. I dlatego raz ten największy dowódca złodziei pedział Jaśkowi, że go przyjmie na złodzieja, jak jedną próbę potrafi zrobić. Jasiek się ucieszył, że już nie furmanem, ale złodziejem będzie, i prosił tego największego złodzieja, żeby mu dał tę próbę. Ten dowódca złodziei zamknął go do jednej komory, co była wysoka i nic tam nie było, ino wysoko na półce leżał chleb, a reszta — gołe ściany. Jak go tam zamknął, tak mu pedział, że mu nic jeść nie da, ino żeby se ten chleb dostał, a jak chleb dostanie, to już będzie złodziejem.
